Tekst referartu wygłosznego podczas Warsaw East European Conference, Uniwersytet Warszawski, lipiec 2026
W relacjach międzynarodowych i w systemie tzw. prawa międzynarodowego zapanował chaos i dezorientacja. Zarówno podstawowe pojęcia w tym obszarze, jak i punkty orientacyjne ulegają zamazaniu i rozchwianiu. Nawet osoby z poważnym dorobkiem w naukach społecznych, uznani eksperci i dyplomaci mają poważny problem z definiowaniem zachodzących zjawisk. W takiej sytuacji wydaje się, że jedynym sposobem, aby konceptualnie zapanować nad sytuacją, może być rozpoczęcie porządkowania. To czynność, która w życiu codziennym opiera się na zasadzie higieny psychicznej. Kiedy nie wiemy, co zrobić, zaczynamy sprzątać, zmywać naczynia, brać prysznic. Najczęściej efektem takich rytuałów domowych jest pojawiająca się jasność umysłu, pomysł na krok dalej.
Poniżej proponuję przegląd koncepcji oraz założeń ideowych w oparciu o akademicką refleksję, które mogą stać się podstawą strategii państwa w obszarze polityki międzynarodowej. Celem tego skromnego tekstu zaproponowanego poniżej niech będzie zwykłe skierowanie uwagi na najwłaściwszy wybór drogi, tak aby nie zagubić po drodze zarówno świadomości ograniczeń, jak i potencjału naszego kraju.
Sekurytyzacja, czyli powrót zdrowego cynizmu
Teoretycy szkoły kopenhaskiej wzięli za wzór mechanizm znany od dawna w systemie bankowym. W momencie niepewności i nadchodzących burz banki zamieniają mało płynne aktywa (np. pożyczki, kredyty hipoteczne, przeterminowane zadłużenia) na płynne papiery wartościowe (np. obligacje), po to by sprzedać je klientom. Pozwala to bankom uwolnić zamrożony w wierzytelnościach kapitał, przenieść ryzyko kredytowe na rynek zewnętrzny i dzięki temu pozyskać środki na własną działalność, na nowe pomysły.
W relacjach międzynarodowych – jak twierdzą tacy teoretycy jak Barry Buzan, Ole Wæver czy Jaap de Wilde (1998) – zasada sekurytyzacji polega na tym, że główni aktorzy ogłaszają nadzwyczajny stan zagrożenia, co pozwala im uruchamiać nadzwyczajne środki i niekonwencjonalne metody, wykraczające poza standardowe, demokratyczne procedury.
Autorzy ci – zaliczani do nurtu konstruktywistycznego, choć bywają też określani jako poststrukturaliści – uważają, że w kwestiach bezpieczeństwa, czyli w sprawach fundamentalnych dla porządku państwowego i społecznego, nie stosuje się rutynowych i rytualnych procedur. Przykładów w otaczającym nas świecie na samousprawiedliwianie prawa do sekurytyzacji jest aż nadto, od Putina poczynając, na Trumpie kończąc. W przypadku demokracji amerykańskiej sekurytyzacja posiada jeszcze jeden wymiar, nie brany pod uwagę przez krytyków obecnego prezydenta USA. Otóż amerykański przywódca swoją nieprzewidywalnością doprowadził do stanu niepewności swoich naturalnych oponentów, wrogów i zapiekłych krytyków. Nie twierdzę, że to mi się szczególnie podoba, ale przy chłodnej analizie stanu spraw biorę pod uwagę ten jeden istotny element. Rządy i reżimy autorytarne, dyktatorskie, populistyczne przez dziesiątki lat czerpały korzyści z przewidywalności systemu demokracji euroatlantyckiej. W państwach rządzonych według ustalonych reguł, praw i zasad moralnych największą słabością – z punktu widzenia dyktatorów i międzynarodowych przestępców – jest właśnie przewidywalność.
Tymczasem prezydent USA zaskakuje swoich przeciwników nieprzewidywalnością. Jakkolwiek ironicznie i banalnie by to nie brzmiało.
Stan rzeczy w tzw. porządku międzynarodowym
Nie należę do grona kasandrycznego, biadolącego nad upadkiem. Konstatuję jednak wyraźny i postepujący rozpad międzynarodowego systemu politycznego tworzącego iluzję gwarancji w sferze prawa i bezpieczeństwa. W ruinie są organizacje międzynarodowe i model pokojowego współistnienia, do jakiego przyzwyczailiśmy się od zmian w latach 1989–1990.
• ONZ – bywa już sarkastycznie nazywany „klubem filatelistów”. Warto przypomnieć scenę z marca 2024 roku, gdy Sekretarz Generalny ONZ wzywał do odblokowania przejścia do Gazy. Wydaje się, że jedynymi zainteresowanymi w trwaniu ONZ są jej urzędnicy oraz klienci różnych agend pomocowych.
• OBWE – sprawne w latach 90. narzędzie systemu prawa międzynarodowego i europejskiego – uległo od 2000 roku procesowi powolnej destrukcji.
• WTO – kiedyś miała być strażnikiem wolnego handlu. Po głośnych awanturach wokół ceł rozpoczętych przez prezydenta Trumpa wydaje się, że cały system ochrony wolnego rynku poszedł w ruinę.
• Międzynarodowy Trybunał Karny – jeszcze do niedawna ścigał zbrodniarzy wojennych; dzisiaj, po zbrodniach putinowskich w Ukrainie, część światowych kryminalistów i zbrodniarzy – dzięki Moskwie – odetchnęła z ulgą. Nikt im nie przeszkodzi w ich krwawych biznesach.
Prawo międzynarodowe – hasło będące dwie-trzy dekady temu synonimem sprawiedliwości, powagi i majestatu światowych instytucji - dzisiaj stało się w przekonaniu wielu teoretyków pojęciem oznaczającym w istocie umowę między silnymi.
Czy strategia i założenia ideowe mają zastosowanie w polityce międzynarodowej?
Czy w takiej sytuacji jest sens przygotowywania / pisania strategii polityki międzynarodowej? Zwłaszcza gdy panuje przekonanie, że tylko mocarstwa mają komfort pisania strategii.
Z drugiej strony powstaje pytanie czy państwa średnie i małe mogą być realnym podmiotem międzynarodowej gry? Wydaje się, że tak, jeżeli połączą siły. W tym kontekście to co określamy jako egoizm narodowy w wydaniu dzisiejszych obrońców suwerenności wydaje się nie tyle anachroniczne, co mające słabe podstawy nie tylko teoretyczne, ale także historyczne – odwołuje się bowiem do wyobrażenia państwa całkowicie samowystarczalnego, jakiego w praktyce nigdy nie było.
Dobrym przykładem takiego „wsobnego” (self-contained, insular) myślenia o państwie jest endogeniczna koncepcja suwerenności proponowana przez Aleksandra Dugina, zakładająca, że prawdziwie suwerenne może być jedynie państwo zdolne samodzielnie, bez odniesienia do zewnętrznych układów i zależności, definiować własne interesy i wartości. Koncepcja ta nosi wszelkie cechy ideologii marksistowskiej, a nawet stalinowskiej, na której budowano ZSRS. O ile tamta ideologia, która jak wydawało się odeszła wraz z rozpadem ZSRS, zakładała możliwość zbudowania samowystarczalnego, odseparowanego od reszty świata systemu społeczno-gospodarczego („socjalizm w jednym kraju”), tak duginowska suwerenność zakłada możliwość funkcjonowania państwa w oderwaniu od sieci współzależności, które w praktyce określają dziś miejsce każdego kraju w świecie (Dugin, 1997). Tymczasem współczesne rozumienie suwerenności musi uwzględniać fakt, że państwa i społeczeństwa są dziś wzajemnie od siebie zależne w stopniu nieporównywalnym z tym sprzed tysiąca czy nawet stu lat – gospodarczo, technologicznie, informacyjnie i w zakresie bezpieczeństwa. Dlatego koncepcja Dugina jest nie tyle anachroniczna, mimo popularności, jaką zyskała w ostatnich dwóch dekadach, co po prostu pozbawiona sensu i logiki. Symptomatyczne jest, że sam Kreml i Władimir Putin, po agresji na Ukrainę w 2022 roku, zaczęli wyraźnie odcinać się od tej „ideologicznej kaszy” – tak popularnej wcześniej w kręgach zachodniej i rosyjskiej alt-prawicy, zwłaszcza wśród czytelników duginowskiej „Geopolityki” Kreml najwyraźniej zaczął się obawiać, że jawnie imperialny charakter takiej ideologii mógłby zaszkodzić oficjalnej narracji Moskwy o „obronnym” charakterze tej wojny (wojna z NATO a nie z Ukrainą).
Wiara w sens i porządek jest spokojną przystanią dla leniwych umysłów. Tymczasem człowiek rozumny zawsze zadaje sobie pytania. Jaki był cel Putina najeżdżającego na Ukrainę? Wydaje się, że nie tylko sama aneksja, podporządkowanie ważnego ogniwa „słowiańskiego świata”. Wobec oczywistej klęski idei modernizacji Rosji, w którą jeszcze na początku swojej kariery Putin głęboko wierzył, należało stworzyć nową rzeczywistość, tłumaczącą przyczyny niepowodzeń. Tym samym Rosja stanęła na czele frontu anarchizacji systemu światowego. Nie tyle, aby go przewrócić, ale by go ułożyć na swój sposób, przy użyciu wielu niekonwencjonalnych metod (wojna hybrydowa). W tym kontekście warto wrócić do idei anarchii jako schematu porządkującego nasze podejście do natury relacji społecznych i międzynarodowych. Siłą rzeczy sięgamy tu po książkę Roberta Nozicka Anarchia, państwo, utopia (Nozick, 1999). Jest to wprawdzie zestaw poglądów odnoszących się do teorii sprawiedliwości (polemika z Johnem Rawlsem), nawiązujący też do Kropotkinowskiej koncepcji wolności jednostki. Ale gdyby pociągnąć część jego teorii w stronę stosunków międzynarodowych, otrzymamy racjonalny opis podstaw i źródeł anarchii w systemie międzynarodowym. Właśnie anarchia wydaje się dla Kremla układem najbardziej korzystnym.
Jakie koncepcje, jakie szkoły?
Spór akademicki dotyczący zasadności stosowania teorii myśli społecznej do relacji międzynarodowych jest w większości rozstrzygany przez naukowców na korzyść porządkowania narzędzi pozwalających zrozumieć teoretyczne podstawy tych relacji. Oczywiście same teorie nie wyznaczają nowych tendencji ani ścieżek, nie są formą kształtowania mody na dany sposób myślenia. Refleksja teoretyczna pojawia się zawsze po całym szeregu zdarzeń wynikających z koncepcji i idei. Jak pisze Jacek Czaputowicz w swoim przeglądzie teorii stosunków międzynarodowych, refleksja teoretyczna zawsze pozostaje w ścisłym związku z praktyką polityczną, którą ma opisywać (Czaputowicz, 2007). Podobnie autor znanego opracowania, Robert Cox, pisze, że teoria idzie za rzeczywistością: „Oddzielenie teorii od wydarzeń historycznych jest jedynie sposobem myślenia, ponieważ teoria wywiera wpływ na tworzenie historii ze względu na drogę, jaką obierają tworzący historię […], myśląc, co robią”.(Cox, 1983).
Realizm i neorealizm
Hans Morgenthau reprezentował pesymistyczny pogląd na kształtowanie relacji międzynarodowych, gdyż u podstaw widział konflikt, podejrzenia, nieufność i konkurencję między państwami. Dla realistów stosunki międzynarodowe to świat nawrotów i powtórzeń, a nie reform i radykalnych zmian. Konflikt między państwami jest w tym ujęciu nieunikniony, gdyż nie istnieje nadrzędna władza regulująca relacje między nimi. Anarchiczność systemu międzynarodowego odróżnia relacje międzynarodowe od relacji wewnątrz państwa. O ile etyka i normy moralne mają zastosowanie w relacjach między jednostkami, o tyle w skali makro taka perspektywa etyczna jest niemożliwa do realizacji. (Morgenthau, 2010).
Przypomnijmy Papieża Franciszka, który wojny tłumaczył tym, że producenci broni są zainteresowani konfliktem, aby mieć zysk. Taka perspektywa - absolutnie idealistyczna – może mieć zastosowanie jedynie w nauczaniu religijnym, w porządku etyczno-wychowawczym. (zob. Franciszek, Papież, 2023. Orędzie „Urbi et Orbi” na Boże Narodzenie 2023 r. Dostępne na: vatican.va [Dostęp: 30 września 2026]).
Sposób podejścia Hansa Morgenthaua, przypomina nam o istocie darwinizmu w relacjach społecznych – silniejszy wygrywa, dominuje, narzuca swoją wolę. Ten pesymistyczny obraz nie może nam jednak zakłócać starań ludzkości i marzeń, aby zmienić taki naturalny porządek rzeczy. Amerykański uczony pisał tak w swoim klasycznym już dziele: „Interes narodowy nie jest określany jako zachcianka jednego człowieka lub partii, ale narzuca się sam jako obiektywny cel, istniejący ponad wszystkimi racjonalnymi działaniami ludzi w obrębie polityki zagranicznej”.(Morgenthau 2010)
Później realiści odchodzili od tak darwinistycznego podejścia. Kenneth Waltz, na przykład, uwzględniał silny wpływ czynników ekonomicznych na politykę (chodziło także o ekonomię/teorię oligopolu, z którą częściej wiąże się podejście Waltza). W dużym stopniu realizm Waltza, przedstawiony w jego głównym dziele, opierał się na obserwacji gry supermocarstw w okresie zimnej wojny (Waltz 1979). Nota bene to realiści – wraz z dyplomatą i teoretykiem Georgem Kennanem, autorem słynnego artykułu opisującego źródła postępowania Związku Sowieckiego – są autorami koncepcji tzw. powstrzymywania (containment), a więc utrzymywania ZSRS w szachu przez USA (Kennan, 1947). Waltz był bliżej przekonania, że struktura prawnomiędzynarodowa może zatrzymać anarchizację relacji międzynarodowych.
Zarówno Waltz, jak i John Mearsheimer, zaliczani są do nurtu neorealizmu. „Dlaczego politycy kłamią?” – pyta w tytule swojej książki Mearsheimer (2011); jest on też, wraz ze Stephenem Waltem, autorem głośnego artykułu i książki o lobby żydowskim w USA (Mearsheimer, Walt 2006, 2007). Obaj uważali, że w stosunkach międzynarodowych dominuje walka o potęgę oraz bezpieczeństwo. Długotrwały pokój w okresie zimnej wojny był rezultatem dwubiegunowego układu sił oraz posiadania broni jądrowej, które wymuszało pokój. Systemy wielobiegunowe są mniej stabilne, odstraszanie – trudniejsze, a ryzyko nieporozumień i błędnego odczytywania intencji oraz motywów mocarstw – większe.
W gruncie neorealizmu powstał nurt racjonalistyczny w teorii stosunków międzynarodowych – w dużym stopniu polemika z realistami, oparta na założeniu, że ład międzynarodowy da się ułożyć na racjonalnych przesłankach.
Z kolei liberałowie (Keohane, Nye 1977) podkreślają rolę współzależności między państwami oraz ponadnarodowych interesów i struktur (biznes, gospodarka, kultura, religia). Autorzy ci uważali, że stosunków międzynarodowych nie powinno się traktować jako zderzających się kul bilardowych, ale jako sieć, pajęczynę relacji gospodarczych i społecznych.
Konstruktywizm
Z polskiej perspektywy i doświadczeń wynikających z odzyskiwanej przez społeczeństwo podmiotowości (ruch „Solidarność” i wspieranie dążeń niepodległościowych krajów zależnych od ZSRS) konstruktywizm staje się po tych przemianach w 1990 roku, poręcznym narzędziem dla wyjaśniania zależności między podmiotowym społeczeństwem a strategią państwa. Peter Berger i Thomas Luckmann w książce „Społeczne tworzenie rzeczywistości” (1966/1983) dają jej teoretyczne podstawy. Według Wendta (1999) państwo zbudowane jest z tożsamości zbiorowej/społecznej, wynikającej nie tylko z relacji ekonomicznych, ale także kulturowych, co buduje wspólnotę interesu. Wymienić należy tu też prace Friedricha Kratochwila (1989), Nicholasa Onufa (1989) oraz Christiana Reus-Smita (1999). Konstruktywiści krytykują realistów za reifikowanie takich pojęć jak państwo, interes czy potęga: dla realistów elementy te są obiektywnie dane i niezależne od ludzkiej świadomości, natomiast konstruktywiści wskazują na ich społeczne podłoże. Interesy państw wynikają z ich tożsamości, a te są historycznie i kulturowo zmienne. Najbardziej znanymi konstruktywistami w stosunkach międzynarodowych są Alexander Wendt, Friedrich Kratochwil czy Nicholas Onuf.
Federalizm Józefa Piłsudskiego
Na tym tle polski spór „między dwoma trumnami” (powiedzenie ukute przez Jerzego Giedroycia w odniesieniu do Romana Dmowskiego i Józefa Piłsudskiego) wchodzi głęboko w teoretyczną debatę nad kształtem relacji międzynarodowych, zwłaszcza z sąsiadami Polski. Koncepcja federacyjna Józefa Piłsudskiego to polityczny plan ukształtowania wschodnich granic odrodzonej Polski po I wojnie światowej (1918–1921). Zakładała ona budowę bloku niepodległych państw – Litwy, Białorusi i Ukrainy – które miały być powiązane z Polską sojuszami i stworzyć wspólną federację. Oto kluczowe założenia i kontekst tej koncepcji:
• Cel: „rozprucie Rosji po szwach narodowościowych” – Piłsudski dążył do trwałego osłabienia Rosji (zarówno carskiej, jak i bolszewickiej) poprzez wspieranie niepodległości narodów zamieszkujących tereny dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
• Odbudowa wpływów (Międzymorze) – celem było stworzenie hegemonii Polski w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, co miało zapewnić bezpieczeństwo przed Rosją i Niemcami.
• Wzór jagielloński – koncepcja odwoływała się do tradycji Rzeczypospolitej Obojga Narodów, promując współpracę z narodami wschodnimi (Ukraińcami, Litwinami, Białorusinami) zamiast ich inkorporacji do Polski.
• Konkurencja z koncepcją inkorporacyjną – plan Piłsudskiego był przeciwieństwem koncepcji inkorporacyjnej Romana Dmowskiego, który chciał Polski mniejszej terytorialnie, ale bardziej jednolitej narodowo, włączającej tylko te ziemie wschodnie, które łatwo byłoby spolonizować.
• Realizacja i upadek – próby realizacji koncepcji (np. wyprawa kijowska 1920 r.) nie powiodły się z powodu braku poparcia społecznego na Ukrainie i Litwie oraz przewagi bolszewików. Ostatecznie, po wojnie polsko-bolszewickiej, zwyciężyła koncepcja inkorporacyjna, czego efektem był traktat ryski z 1921 r.
Federalizm Piłsudskiego był próbą stworzenia strefy buforowej między Polską a Rosją poprzez dobrowolny (w zamyśle) sojusz niepodległych państw, nawiązujący do historycznej federacji. Szerzej na temat samej koncepcji i jej praktycznej realizacji piszą m.in. Włodzimierz Suleja w swojej biografii Piłsudskiego oraz Andrzej Nowak w pracach poświęconych polskiej polityce wschodniej (Suleja, 2018, Nowak, 2021). Z bliższej sobie współczesnym wydarzeniom perspektywy pisał o niej także sam Leon Wasilewski, bliski współpracownik Piłsudskiego odpowiedzialny za politykę narodowościową (Wasilewski, 1929). Współczesną, syntetyczną analizę tej koncepcji i jej konsekwencji dla stosunków polsko-ukraińsko-litewsko-białoruskich w XX wieku przedstawił Timothy Snyder w “Rekonstrukcji narodów” (2003/2006).
Korzenie polskich koncepcji po 1989 roku
Wydawałoby się mało znacząca dyskusja w kręgu polskich emigrantów, ekspatów, po wojennej zawierusze, ulokowanych najpierw przy armii Andersa, potem w Rzymie i pod Paryżem, w Maisons-Laffitte – na łamach „Kultury” rozpoczęła istotny projekt, jakim było postawienie pytania o to, dlaczego spór o „dwie trumny” porządkuje nasze myślenie. Niewinne zapytania księdza Józefa Majewskiego, wysyłane do Giedroycia i czytelników „Kultury”, uruchomiły lawinę. Chodziło o bolesną sprawę konsekwencji Jałty i granic Polski po II wojnie światowej. Ale wyrosła z tej dyskusji koncepcja ULB nie była doktryną w takim znaczeniu, jaki przypisują jej akademiccy autorzy – jak choćby Iwona Hofman w swojej monografii o miejscu Ukrainy, Litwy i Białorusi w publicystyce paryskiej „Kultury”( Hofman, 2003). Albo rozgrzani do czerwoności publicyści nienawidzący „giedroyciowskiego mitu” (por. Kurcz, 2005).
W naszej perspektywie życiowej mieliśmy u źródeł relacji międzynarodowych zarówno sowiecki czy niemiecki marksizm, jak i amerykański realizm czy neorealizm, ekologizm i feminizm, które kształtowały pokolenie 1968 roku. Jeżeli wziąć samą historię – czyli opowiadanie dziejów, dawnych czy bliższych – to jakie kryterium zastosować do wyboru tych zdarzeń, które z punktu widzenia odbiorcy, słuchacza, mają być kluczowe?
Tymczasem Polska jest krajem dość wyjątkowym: nie tylko dlatego, że „Solidarność”, ale dlatego, że daliśmy Europie wyjątkowy pomysł, jakim było obalenie systemu totalitarnego przy pomocy absolutnie pokojowych narzędzi. Dlatego polski głos ws. kształtowania relacji międzynarodowych w Europie Środkowej i Wschodniej nie tyle powinien wybrzmiewać i docierać do szerszego kręgu ekspertów i polityków co stanowić istotny element debaty nad kształtem wspólnej strategii bezpieczeństwa w obszarze euroatlantyckim. Zatem nie chodzi tylko o polski interes narodowy, ale zrozumienie roli i znaczenia Polski w szerszym kontekście europejskim i euroatlantyckim.
Bariera praktyki politycznej
Idea polityczna, myśl społeczna to jedno, a bieżąca polityka i sprawowanie władzy to drugie. Zarządzanie nie tylko państwem, ale i mniejszymi wspólnotami ludzkimi, wymaga podejmowania szeregu praktycznych, pragmatycznych decyzji. I dobrze wiemy, do jakich niepowetowanych szkód prowadzi twarde trzymanie się sztywno politycznych, filozoficznych czy ideologicznych przesłanek przy podejmowaniu decyzji. Bywa, że dochodzi do tragedii. Dlatego dobry polityk umie wyważyć, znaleźć kompromis między jednym a drugim.
Przykładem niech będzie idea federacyjna Józefa Piłsudskiego, która rozleciała się na drobiazgi nie z powodu opieszałości jej wykonawców czy braku kompetencji, ale z powodu kotłujących się wokół państwa i jego młodych instytucji niezliczonych, sprzecznych interesów różnych grup. Co zostało z pięknej idei federacyjnej? Zamordowany Hołówko i wygnany z urzędu wojewoda Józewski. A rebours – co zostało z idei narodowej? Upadek państwa, tragedia II wojny światowej i pół wieku podporządkowania Moskwie. Oczywiście, formalnie tzw. sanacja to były rządy ludzi Piłsudskiego. Ale przez ostatnie 3–5 lat przed wybuchem II wojny światowej, to w istocie rządy ludzi opierających się o ducha i pomysły Romana Dmowskiego. W wymiarze administracyjnym instytucje władzy w II RP odpowiedzialne były za:
• zwalczanie mniejszości etnicznych;
• nieudolna walka z ideami bolszewickimi/komunistycznymi (które wygrywały w umysłach biedoty i młodzieży!).
• poszukiwanie wrogów narodu (antysemityzm).
W rezultacie po klęsce wrześniowej nie mieliśmy korekty, tylko kolejną falę błędów opartych zarówno o polityczne zacietrzewienie jak i ideologiczne założenia bliskie duchowi Narodowej Demokracji. Władysław Sikorski był skłonny szukać porozumienia z Rosją, nie widząc, jak bardzo brnie w zastawione pułapki. „Dziennik ankarski” ambasadora Michała Sokolnickiego, wydany przez Ośrodek KARTA, jest tego bolesnym dokumentem (Sokolnicki, 2023).
Teorie i ideologie a praktyka Polskiej Polityki Wschodniej
Rekonstrukcję współczesnych nam sporów ideowych i doktrynalnych wokół polskiej polityki wschodniej oprzeć można w dużej mierze na materiale zebranym w mojej pracy Między Bezpieczeństwem a Tożsamością, (Wrocław 2013), gdzie na podstawie ówczesnej prasy, wspomnień polityków i dokumentów archiwalnych odtwarzam ewolucję kolejnych koncepcji – od „finlandyzacji”, przez politykę dwutorowości, po Partnerstwo Wschodnie. Poniższe podrozdziały stanowią skrótowe, streszczenie tamtych ustaleń. Na ile można je zmierzyć teoretyczną miarą konstruktywistów, realistów czy neorealistów musimy ocenić sami, sięgając do mechanizmów weryfikacji, które dadzą namacalne dowody skuteczności w polityce międzynarodowej.
Polityka opiekuna i patrona
Środowiska wywodzące się z rozwiązanej w 1990 roku PZPR długo utrzymywały przekonanie, że to one – dzięki wieloletnim, sformalizowanym kontaktom z „towarzyszami radzieckimi” – są jedynym wiarygodnym gwarantem poprawnych relacji Polski z Moskwą, podczas gdy środowiska solidarnościowe skazane są co najwyżej na kontakty z dysydentami i twórcami. Jak wynika ze wspomnień Mieczysława Wojtczaka, wieloletniego szefa moskiewskiego ośrodka kultury polskiej, istniała wręcz swoista „technologia” kontroli tych kontaktów – to aparat partyjny decydował, kto i na jakim szczeblu może być przyjmowany w Moskwie, czego dobitnym przykładem była np. blokada zaproszenia Adama Michnika do Moskwy jesienią 1988 roku, zorganizowana przez polskich dyplomatów bez wiedzy strony sowieckiej (Maszkiewicz 2013). Andrzej Czyż, szef sekretariatu ideologicznego KC PZPR, referując latem 1989 roku „towarzyszom” z KPZR sytuację po przegranych przez partię wyborach, przekonywał, że utrata władzy nie musi oznaczać utraty wpływów ideologicznych, i wskazywał sześć kierunków dalszego działania środowisk postkomunistycznych – od przystosowania się do „socjalistycznej demokracji parlamentarnej”, przez budowanie sojuszy poza PZPR, po utrzymanie pozycji w gospodarce i samorządach (Maszkiewicz, 2013). Po 1990 roku doktryna „gwaranta dobrych relacji” ewoluowała w doktrynę „gwaranta życzliwości i przyjaźni” wobec Moskwy, przeciwstawianą rusofobii i „prymitywnemu antysowietyzmowi” środowisk dawnej opozycji – w tym duchu ukuto wówczas popularne określenie „oszołom” dla polityków o radykalniejszych poglądach wschodnich (Maszkiewicz 2013). Ta opiekuńczo-patronacka narracja miała istotne znaczenie wewnętrzne: pozwalała elicie post-PZPR-owskiej zachować poczucie niezbędności w nowym układzie politycznym.
Polityka finlandyzacji
W dekadzie lat 80. dominowało przekonanie, że najkorzystniejszym z realnie osiągalnych położeń geopolitycznych Polski byłby status zbliżony do fińskiego – suwerenność wewnętrzna okupiona lojalnością wobec interesów Moskwy w polityce zagranicznej. W latach 1986–1989 fińska neutralność była traktowana jako realny cel, ale już w 1990 roku okazała się projektem zbyt skromnym wobec aspiracji odradzającej się Rzeczypospolitej (Maszkiewicz 2013). W okresie Okrągłego Stołu i tuż po nim to właśnie idea finlandyzacji była wspólnym językiem części obozu rządowego i centrowego skrzydła opozycji (Wałęsa, Geremek, Mazowiecki). Świadectwem tego są słowa Jana Nowaka Jeziorańskiego z września 1989 roku: „jeśli niekomunistycznemu rządowi uda się przekonać Moskwę, że nie stanowi zagrożenia dla jej interesów, Polska będzie miała szanse na finlandyzację”, oraz zbieżne z nim stanowisko Zbigniewa Brzezińskiego, opowiadającego się w tym czasie za pozostaniem Polski w Układzie Warszawskim jako gwarancie stabilności europejskiej (Maszkiewicz 2013). Echo tego zdania – z pominięciem samego słowa „finlandyzacja” – trafiło później do exposé premiera Mazowieckiego. Za tą ostrożnością nie stało tchórzostwo czy koniunkturalizm, lecz kalkulacja poparta autorytetem zachodnich ekspertów. Nawet Stefan Kisielewski pisał latem 1989 roku o konieczności podtrzymania sojuszu z Rosją i nienaruszalności Układu Warszawskiego ze względów czysto geopolitycznych (Maszkiewicz 2013).
Polityka dwutorowości jako kontynuacja finlandyzacji
Przełom nastąpił wraz z ewolucją stanowiska Ministerstwa Spraw Zagranicznych kierowanego przez Krzysztofa Skubiszewskiego, pod naciskiem coraz odważniejszych głosów w OKP i mediach niezależnych, domagających się większego wsparcia dla aspiracji niepodległościowych republik ZSRS – zwłaszcza po ogłoszeniu przez Litwę Aktu Niepodległości 11 marca 1990 roku. W swoim kwietniowym exposé z 1990 roku Skubiszewski przedstawił koncepcję, którą po latach streścił następująco: „mówiłem o dwutorowym podejściu w naszej polityce wschodniej – z jednej strony stosunki z ZSRR, a z drugiej początki stosunków z tymi republikami, które były naszymi sąsiadami” (cyt. za: Maszkiewicz 2013). Praktycznym wyrazem tej polityki stała się październikowa (1990) podróż ministra do Moskwy, Kijowa, Wilna i Mińska, a następnie ponownie do Moskwy – już z zamiarem rozmów z uniezależniającą się od centrum Federacją Rosyjską Borysa Jelcyna i Andrieja Kozyriewa (Maszkiewicz 2013). Polityka dwutorowości, w odróżnieniu od czystej finlandyzacji, zakładała więc równoległe budowanie relacji zarówno z centrum związkowym, jak i z poszczególnymi republikami – i w tym sensie stanowiła jej naturalną, choć ostrożną, kontynuację, a zarazem pierwszy krok w stronę uznania podmiotowości sąsiadów wschodnich niezależnie od losów samego ZSRS. Pisała o tym szczególnie dokładnie b. pracownica polskiego MSZ Joanna Strzelczyk (Strzelczyk 2002).
Opcja euroatlantycka
Ostateczne odejście od logiki finlandyzacyjnej – również w jej zdwutorowionej wersji – wyznacza data 21 czerwca 1991 roku, kiedy to na szczycie KBWE w Berlinie minister Skubiszewski poinformował sowieckiego ministra Aleksandra Bessmiertnycha, że Polska, wraz z powołaną z jej inicjatywy Grupą Wyszehradzką (Węgry, CSFR) oraz Bułgarią, odrzuca radzieckie propozycje klauzul bezpieczeństwa w nowych traktatach dwustronnych – klauzul, które w praktyce miały uniemożliwić tym krajom wstąpienie do NATO. Ten moment, poprzedzony wiosną i latem 1991 roku negocjacjami wokół tzw. doktryny Falina-Kwicińskiego, można uznać za symboliczne zamknięcie etapu finlandyzacyjnego, choć wojska sowieckie stacjonowały w Polsce jeszcze przez ponad dwa lata. Orientacja euroatlantycka, dojrzewająca stopniowo od 1990 roku, znajdzie swój pełny wyraz dopiero w decyzjach o akcesji do NATO i Unii Europejskiej – decyzjach, które określilibyśmy mianem drugiego, obok stosunku do zjednoczenia Niemiec, kluczowego wyboru geopolitycznego spinającego całą historię III RP (Maszkiewicz 2013).
Między Skubiszewskim a Najderem
Spór o tempo i kierunek reorientacji polskiej polityki wschodniej miał też wymiar personalny i środowiskowy. Za symboliczny punkt zwrotny uznaje się tekst Zdzisława Najdera, wówczas jednego z ważniejszych doradców Lecha Wałęsy, opublikowany w „Rzeczpospolitej” w styczniu 1990 roku pod tytułem „Zrozumieć interes narodowy” – autor przekonywał w nim, by nie odwracać się od aspiracji niepodległościowych sąsiadów, nawiązując tym samym do tradycji paryskiej „Kultury” oraz do wydanej w latach 80-tych, w niezależnym obiegu książki Bohdana Skaradzińskiego o Białorusinach, Litwinach i Ukraińcach (Skaradziński 1984). Teksty Najdera pogłębiały różnicę zdań między środowiskiem „Tygodnika Solidarność” a kręgiem „Gazety Wyborczej”, jednocześnie wzmacniając oddolną presję na Skubiszewskiego, by ministerstwo przyspieszyło ewolucję ku polityce dwutorowości. Po sierpniowym puczu Janajewa w 1991 roku Najder podsumował dotychczasową ostrożność polskich elit w twardych słowach: było to, jak napisał na łamach „Rzeczpospolitej”, zachowanie „klienta, który zawsze czekał na zielone światło z Moskwy, by nie drażnić niedźwiedzia” (cyt. za: Maszkiewicz 2013). Z dzisiejszej perspektywy trzeba uczciwie przyznać, że Skubiszewski, choć poddawany krytyce z różnych stron, konsekwentnie realizował ewolucyjną, etapową strategię – co w ostatecznym rozrachunku, okazało się skuteczniejsze niż retoryka radykalnych postulatów, choć było wolniejsze i bardziej podatne na zarzuty o nadmierną zachowawczość.
Sierpniowy pucz Giennadija Janajewa w Moskwie (19–21 sierpnia 1991) obnażył kruchość dotychczasowych ustaleń i pokazał, że groźba nawrotu jakiejś formy bolszewizmu nie była czysto hipotetyczna. Symptomatyczne dla ograniczeń polskiej dyplomacji tamtego okresu było to, że prezydent Wałęsa, zanim podjął kontakt z Borysem Jelcynem, zdecydował się najpierw na konsultacje z generałem Wojciechem Jaruzelskim (Maszkiewicz 2013) – co pokazywało, jak ograniczone i słabo rozwinięte były wówczas polskie relacje z obozem reformatorskim wokół Jelcyna. W odróżnieniu na przykład od litewskich kontaktów z „własnymi Rosjanami” wśród dysydentów. Za symbol braku strategicznej wyobraźni polskich elit można uznać również opóźnienia i niekonsekwencje wokół traktatu z ZSRS/Rosją oraz wokół kwestii wycofania wojsk sowieckich – negocjacje rozpoczęte we wrześniu 1990 roku, komplikowane przez próby powiązania ich z tranzytem wojsk wycofywanych z NRD, zakończyły się dopiero pożegnaniem ostatniego, dwudziestoczteroosobowego oddziału na dziedzińcu Belwederu 17 września 1993 roku (Maszkiewicz 2013).
Ten kilkuletni okres – od puczu Janajewa po zakończenie wycofywania wojsk – to czas najsilniejszego napięcia między poczuciem odzyskanej podmiotowości a realną, praktyczną niepewnością co do trwałości ustępstw Moskwy, dodatkowo skomplikowany wewnętrznymi sporami politycznymi (m.in. wokół zgody na spółki polsko-rosyjskie na bazie majątku wycofywanej armii, będącej przedmiotem konfliktu między prezydentem Wałęsą a premierem Janem Olszewskim w 1992 roku).
Partnerstwo Wschodnie
Partnerstwo Wschodnie (PW), zainicjowane formalnie w 2009 roku, można opisać jako sumę dwóch tradycji: polskiego doświadczenia transformacji ustrojowej oraz wywodzącej się ze szkoły Jerzego Giedroycia refleksji nad obszarem ULB (Ukraina–Litwa–Białoruś), sięgającej korzeniami „Posłania do Narodów Europy Wschodniej” z 1981 roku (Maszkiewicz 2013). Istotnym katalizatorem projektu było też wejście Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku i wynikająca zeń próba współkształtowania unijnej polityki wschodniej – co niemiecki badacz Stefan Meister określił jako swoiste „zaproszenie” Polski do współtworzenia unijnej Osteuropapolitik (Maszkiewicz 2013).
Już wtedy z Moskwy płynęły pomruki i zarzuty, jakoby polskie zaangażowanie na Wschodzie skrywało intencje mocarstwowe czy prometejskie; przypomina przy tym, że sam Giedroyć bardzo krytycznie oceniał polskie „zapędy misjonarskie” i przestrzegał przed nimi (Maszkiewicz 2013). Jako kontrapunkt dla polskiej wizji dialogu i partnerstwa pozostają poglądy wielu rosyjskich spadkobierców ideologii komunistycznej i jej leninowskiej-stalinowskiej wersji, szczególnie mocno obecnej w pracach rosyjskiego geostratega Aleksandra Dugina. Jego koncepcja „osi Berlin–Moskwa” zakłada usuwanie wszelkich form „kordonu sanitarnego” w Europie Środkowej i traktowanie krajów tego regionu – w tym Polski – jako obszaru buforowego, podlegającego uzgodnieniom między dwoma mocarstwami (Dugin, 1997). Zestawienie to unaocznia fundamentalną sprzeczność między logiką podmiotowości, na której opiera się PW, a logiką stref wpływów, do której odwołuje się rosyjska geopolityka.
Podsumowując realizację PW w okresie polskiej prezydencji w Radzie UE (2011), da się odnotować zarówno sukcesy (m.in. powołanie Europejskiego Funduszu na rzecz Demokracji), jak i strukturalną słabość projektu – np. brak zgody na wspólną deklarację w sprawie Białorusi podczas Szczytu Warszawskiego oraz krytykę ze strony organizacji pozarządowych, porównujących PW do kosztownego sprzętu diagnostycznego, którym nikt nie potrafi się posłużyć (Maszkiewicz 2013). Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że PW nie znalazło należytego miejsca w polityce UE, czego przykładem jest klęska kryjąca się za wojną w Ukrainie, dyktatorskie rządy na Białorusi, osłabienie europejskiej obecności na Kaukazie Płd.
Akcesja z 2004 roku nie zamknęła polskiej wewnętrznej dyskusji nad Wschodem, lecz przeniosła ją na poziom unijny. Polska dyplomacja od początku członkostwa konsekwentnie zabiegała o dwa cele w ramach unijnej polityki sąsiedztwa: skoncentrowanie współpracy Unii na europejskich państwach obszaru postsowieckiego zainteresowanych zbliżeniem z Brukselą oraz wzmocnienie instrumentarium politycznego i finansowego wykraczającego poza dotychczasowe fundusze Europejskiej Polityki Sąsiedztwa. Był to więc moment przejścia od myślenia czysto narodowego – poszukiwania własnego miejsca i bezpieczeństwa – do prób przeniesienia polskiego know-how transformacyjnego na poziom instytucji wspólnotowych, co samo w sobie stanowiło nowość w powojennej historii polskiej polityki zagranicznej (Maszkiewicz 2013).
Międzymorze – Trójmorze
Współczesna idea Trójmorza, ma swój bezpośredni rodowód w koncepcji „Międzymorza” sformułowanej (a właściwie zmodyfikowanej wobec przedwojennej tradycji piłsudczykowskiej) przez lidera partii Konfederacja Polski Niepodległej Leszka Moczulskiego wiosną 1990 roku, w reakcji na litewską deklarację niepodległości. Moczulski postulował wówczas przyjęcie trzech zasad w relacjach z wyzwalającymi się narodami na wschód od Polski: uznania ich tożsamości, niepodległości i integralności terytorialnej, zagwarantowania praw mniejszości narodowych i religijnych oraz stworzenia systemu pomocy krajom najbardziej potrzebującym (Maszkiewicz 2013). Paradoks recepcji tej idei: koncepcja Międzymorza, mimo swojej „dalekowzrocznej, a nawet profetycznej” wymowy, była przez dziesięciolecia skutecznie kompromitowana jako rzekomy dowód polskich ambicji mocarstwowych, wykorzystywana w tym charakterze również przez sowiecką propagandę (Maszkiewicz 2013). Odrodzenie tej idei pod nazwą Trójmorza po 2015 roku należy więc czytać jako powrót do koncepcji, która przez większość okresu powojennego funkcjonowała na marginesie głównego nurtu debaty, mimo trafności swoich pierwotnych przesłanek. Różnica między tym historycznym, ambitnym politycznie konceptem a jej obecną formą polega na dużo skromniejszej skali i ostrożnych sformułowaniach (zob. Wspólna Deklaracja w sprawie Inicjatywy Trójmorza (Deklaracja z Dubrownika 2016), dostęp na: https://www.prezydent.pl [Dostęp: 30 września 2026]).
Podsumowanie
Warto na koniec podkreślić że koncepcja ULB nigdy nie funkcjonowała jako gotowa, zamknięta doktryna: sam Giedroyć krytycznie oceniał jakość polskiej aktywności na Wschodzie aż do własnej śmierci w 2000 roku, zarzucając jej zaściankowość i krótkowzroczność, a nie – jak chcieliby niektórzy krytycy – nadmierny mesjanizm (Maszkiewicz 2013). W praktyce polskiej polityki wschodniej nurt jagielloński (federacyjny) i nurt piastowski (inkorporacyjno-etniczny), a wraz z nimi tradycja Giedroycia i Mieroszewskiego z jednej oraz tradycja endecka z drugiej strony, przenikały się częściej i silniej, niż sugerowałby to podręcznikowy, dychotomiczny podział na „obóz Piłsudskiego” i „obóz Dmowskiego” (Maszkiewicz 2013).
Wydaje się, że Polska, jako średniej wielkości kraj w Europie i istotny podmiot polityczno-gospodarczy, zwłaszcza w części centralnej i wschodniej naszego kontynentu, zasługuje na posiadanie spójnej, czytelnej dla partnerów koncepcji polityki zagranicznej. Jej główne elementy powinny opierać się zarówno na doświadczeniach historycznych, jak i na realiach współczesnych stosunków międzynarodowych.
Cechą takiej koncepcji polityki zagranicznej powinno być ambitne założenie, że wspólnie z innymi partnerami europejskimi kształtujemy przyszłość naszego kontynentu. Doświadczenie Trójmorza (budowanie trwałych sojuszy między Bałtykiem, Adriatykiem a Morzem Czarnym) wydaje się najważniejszym fundamentem takiego politycznego konceptu. Dotyczy to nie tylko kwestii bezpieczeństwa, ale także harmonijnego i zrównoważonego rozwoju gospodarczego z uwzględnieniem podmiotowości naszych wschodnich sąsiadów, szczególnie Ukrainy i Białorusi, a także innych państw powstałych po rozpadzie ZSRS.
Źródła:
• Berger P.L., Luckmann T., Społeczne tworzenie rzeczywistości, przeł. J. Niżnik, PIW, Warszawa 1983 (oryg. The Social Construction of Reality, 1966).
• Buzan B., Wæver O., de Wilde J., Security: A New Framework for Analysis, Lynne Rienner Publishers, Boulder–London 1998.
• Czaputowicz J., Teorie stosunków międzynarodowych. Krytyka i systematyzacja, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007.
• Cox, R.W., 1983. Gramsci, Hegemony and International Relations: An Essay in Method. Millennium: Journal of International Studies, 12(2), ss. 162–175.
• Doncow D., Nacjonalizm, Lwów 1926. [UWAGA REDAKCYJNA: ta pozycja nie jest przywołana w tekście głównym – proszę sprawdzić, czy nie powinna zostać usunięta lub czy w tekście nie brakuje odwołania do niej].
• Dugin A., Osnowy geopolityki (ros. Основы геополитики), Moskwa 1997.
• Hofman I., Ukraina, Litwa, Białoruś w publicystyce paryskiej „Kultury”, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2003
• Kennan G.F. [„X”], The Sources of Soviet Conduct, „Foreign Affairs”, t. 25, nr 4, 1947.
• Keohane R.O., Nye J.S., Power and Interdependence, Little, Brown and Company, Boston 1977.
• Kratochwil F., Rules, Norms, and Decisions, Cambridge University Press, Cambridge 1989.
• Kurcz, Z., 2005. Mniejszość polska na Litwie w latach dziewięćdziesiątych, Wrocław 2005.
• Maszkiewicz M., Między Bezpieczeństwem a Tożsamością, Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Wrocław 2013.
• Mearsheimer J.J., Why Leaders Lie: The Truth About Lying in International Politics, Oxford University Press, Oxford 2011.
• Mearsheimer J.J., Walt S.M., The Israel Lobby, „London Review of Books”, t. 28, nr 6, 2006; oraz: The Israel Lobby and U.S. Foreign Policy, Farrar, Straus and Giroux, New York 2007.
• Morgenthau H.J., Polityka między narodami. Walka o potęgę i pokój, Warszawa 2010 (oryg. Politics Among Nations: The Struggle for Power and Peace, 1948).
• Nowak A., Polska i trzy Rosje. Polityka wschodnia Piłsudskiego i sowiecka próba podboju Europy w 1920 roku. Kraków 2021.
• Nozick R., Anarchia, państwo,utopia, Warszawa 1999.
• Onuf N., World of Our Making, University of South Carolina Press, Columbia 1989.
• Reus-Smit C., The Moral Purpose of the State, Princeton University Press, Princeton 1999.
• Skaradziński, B. [Podlaski, K.], Białorusini, Litwini, Ukraińcy. Nasi wrogowie – czy bracia?. Warszawa 1984.
• Snyder T., Rekonstrukcja narodów. Polska, Ukraina, Litwa, Białoruś 1569–1999, przeł. M. Pietrzak-Merta, Pogranicze, Sejny 2006 (oryg. The Reconstruction of Nations, Yale University Press, New Haven 2003).
• Sokolnicki M., Dziennik ankarski, Wybór z lat 1939–1945. Warszawa 2023.
• Strzelczyk, J., 2002. Ucieczka ze Wschodu. Rosja w polskiej polityce 1989–1993. Warszawa, 2002.
• Suleja W., Mundur na nim szary… Rzecz o Józefie Piłsudskim (1867–1935). Warszawa, 2018.
• Waltz K.N., Struktura teorii stosunków międzynarodowych, Warszawa 2010 (oryg. Theory of International Politics, 1979).
• Wasilewski L., Sprawy narodowościowe w teorji i w życiu. Warszawa–Kraków: 1929.
• Wendt A., Social Theory of International Politics, Cambridge University Press, Cambridge 1999.