Zbiór dawnych i nowszych tekstów Zdzisława Najdera, wydany ostatnio (2010) pod wspólnym tytułem „Obywatelskie rozmyślania”, jest znakomitym materiałem przygotowującym do dyskusji o osiągnięciach naszego dwudziestolecia, w roku, gdy tych jubileuszów, rocznic i okazji do wspomnień nagromadziło się szczególnie dużo. Profesor Najder jest dla mojego pokolenia jednym z mistrzów. Kiedy czytam tekst z lat 70-tych przypomina się, co nam młodym ludziom „chodziło po głowie”, a czego nie potrafilibyśmy tak dosadnie i precyzyjnie nazwać. W czasie gdy powstawał Program PPN ja zaledwie nauczyłem się od znajomego księdza czytać „między wierszami” PRL-owskie gazety. Umiejętność ta była przydatna, gdy mimo cenzury w „Tygodniku Powszechnym” odgadywalo się treści ze słynnej rubryki „Obraz Tygodnia”.
W zestawieniu z „Rewolucją bez rewolucji” Moczulskiego, „Rodowodami niepokornych” Cywińskiego, tekstami Michnika i przede wszystkim diagnozami „stanu polskiej duszy” w pierwszych filozoficznych tekstach prof. Tischnera, publicystyka Najdera z końca lat siedemdziesiątych okazuje się równie prorocza i w żadnym szczególe nie traci na aktualności.
Przesłanie Najdera z tamtych lat polecam swoim studentom, po to aby łatwiej uświadomić sobie od czego się odbijaliśmy, jakie mieliśmy wówczas marzenia i postulaty oraz jak chcieliśmy budować nasz lepszy świat. Z lektury „Obywatelskich rozmyślań” płynie jednak jeszcze jedna lekcja. Szczególnie w nowszych tekstach i postulatach politycznych Profesora Najdera wyziera jak kikut nasza niemoc i cały katalog nieudanych lub zaniechanych projektów. Z obrazu polskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej przebija PRL, który jak stara i gruba warstwa farby jest widoczna tam, gdzie nam się nie chciało lub gdzie nie potrafiliśmy zbić starego tynku i położyć nową powierzchnię.
Najder pozwala nam dzisiaj z pomocą swojego „stetoskopu” tropić PRL w różnych częściach naszego życia publicznego. Jego postulat, aby odrzucić z cała mocą PRL, mimo, że wydaje się to czasem zbyt patetyczne i teatralne, znajduje swoje uzasadnienie, zwłaszcza gdy przyjrzymy się pomysłom Najdera jako doradcy polskich elit politycznych z początku lat 90-tych. Niechętnie przyjmowany pomysł zorganizowania uroczystości przekazania insygniów władzy z rąk prezydenta Kaczorowskiego w ręce Prezydenta Wałęsy był w tamtych czasach obśmiewany i wyszydzany. Dzisiaj widać wyraźnie, że ten pomysł Najdera pozwolił nowej Polsce w jakimś stopniu oderwać się od myślenia w kontekście pragmatycznej konieczności (żeby nie urazić komunistów, którzy z takim heroizmem oddawali władze) ku budowaniu nowej strategii polskiej obecności w Europie i w świecie.
Mijające dwudziestolecie narzucają mimowolnie analogie do okresu międzywojennego. Chciałoby się dokonać jakichś analogii, zestawień, porównań. Nie może to być jednak wysiłek naukowy. Musi pozostać subiektywny i publicystyczny. Nie da się potencjału i sytuacji II RP porównać z tym, co mamy w kraju po 1989 roku. Niemniej jednak… PRL jest zbudowana z jednorodnego materiału. To jest naród, który przetrwał eksperyment budowania „realnego socjalizmu”, naród który stawiał opór ideologiczny (kościół, dysydenci) ale również na co dzień walczył z deformacjami wynikającymi z narzucania obcych wzorców ideologicznych (prywatne rolnictwo, drobny handel i rzemiosło). Mimo to nie udało się uchronić od złego wpływu, sowieckie wzorce, bolszewicko-bizantyjska kultura administracyjna i prawna, immanentna dla systemu pogarda dla jednostki i jej praw, sprawiły, że po 45 latach niewoli wyszliśmy z tego obozu pokrzywieni, zdeformowani, zniszczeni. Owszem, są w Polsce i tacy, którzy próbują bronić zdobyczy socjalizmu, ale odłóżmy tę dyskusję na przyszłość. Niech ta generacja odejdzie a z większym dystansem ocenią ją ci, którzy nie byli w PRL umoczeni. Ostatnie dwudziestolecie RP różniło się od tego międzywojennego również tym, że Polska została sklejona, złożona z trzech części. Z trzech kultur, trzech różnych zaborców, trzech cywilizacji. Polacy z Prus, Królestwa czy Galicji musieli stworzyć jeden organizm. NA ten jeden organizm złożyły się więc nawyki, tradycje i dorobek naszych zaborców. Ich kultury administracyjnej, prawnej, filozofii państwa, mechanizmów instytucjonalnych- tych gospodarczych, sądowych, medialnych, w obszarze infrastruktury oraz w relacjach społecznych. Dorobek trzech zaborów w Polsce międzywojennej dał, zatem mieszankę, która doskonale funkcjonowała, niezależnie od ocen polityki prowadzonej przez poszczególne obozy i rządy. Te pozlepiane kawałki Polski pasowały do siebie, mimo, że różnica, przepaść cywilizacyjna między zakarpacką wioską a gospodarstwem z okolic Szamotuł była tak olbrzymia.
Profesor Najder pisze : „Staram się czasem wyobrazić sobie, co by zrobili Polacy z roku 1918, gdyby stanęli wobec takich możliwości, jaki my mamy dzisiaj: Rosja osłabiona i odepchnięta od naszych granic, niepodlegle Litwa i Ukraina, borykająca się z wewnętrznymi trudnościami, ale autonomiczna Białoruś, przyjazne Czechy i Słowacja, Niemcy wciągnięte w europejską wspólnotę, ściśle związane z Francją i wyzbyte militarnych zakusów… Jestem przekonany, że potraktowaliby ten stan rzeczy nie tylko jako spełnienie wieloletnich pragnień i uwieńczenie wysiłków – ale jako wspaniałą okazję do realizacji narodowych celów, do umocnienia tego poczucia polskości, które wyrażało się w hasłach o „wolności naszej i waszej” i o braterstwie wolnych ludów.[….] Tymczasem my dzisiaj usiłujemy, owszem uzyskać zbiorową aprobatę, ale dla programów, których myślą przewodnią nie jest urzeczywistnianie polskich interesów państwowych i narodowych, ale przystosowanie się do wymogów NATO i UE”.
Najlepiej ilustruje ten post-PRL owski sposób myślenia przykład działań polskich władz za prezydentury A. Kwaśniewskiego (decyzja o wysłaniu wojsk do Iraku) i premierostwa Millera. Ten ostatni z regularnością godną księgowego w dużej firmie zdawał relacje z negocjacji kwot mlecznych. Podczas gdy zmarginalizowany już Wałęsa w tym samym czasie nawoływał do walki o zmianę systemu dopłat lub nawet jego zniesienie.
W polityce zagranicznej – zamiast zakończyć anachroniczne spory z Litwinami czy Ukraińcami powinniśmy stać się wzorcem rozwiązywania konfliktów. Promować nasze rozwiązania, tak ,aby animozje między Bratysławą, Bukaresztem a Budapesztem nie mogły być podsycane i/lub wykorzystywane przez tych, którzy chcą zniszczyć jedność państw tej części Europy.
PRL w naszych elitach polega właśnie na braku myślenia samodzielnego, na wyhodowanym w sobie przez półwieku niewolnika, który nie odważy się samodzielnie ruszyć sprzed siebie, gdyż obawia się, że w samotnej walce może mu braknąć jedzenia.
PRL polega na tym, że nawet, gdy już wyjdziemy w rodzinie europejskich narodów z jakąś inicjatywą (np. Partnerstwo Wschodnie) to nie potrafimy pójść o krok dalej i stworzyć wielopiętrową agendę dla tego projektu, tak, aby nasi partnerzy z UE sami przychodzili do nas z propozycjami włączenia się do tego czy innego działania. PW czeka naturalna śmierć pod stosami papierów w Brukseli, gdyż kultura urzędnicza Niemców, Francuzów czy Holendrów zawsze doprowadzi do zwycięstwa w konkursach i przetargach ich projekty i programy finansowe.
PRL pozostawił nam jeszcze jeden – bodaj najważniejszy – spadek. Profesor Najder w swoich tekstach tu i ówdzie wskazuje na elementy tego diabelskiego dziedzictwa, ale najbardziej przerażający jest jego osobisty przykład. Doświadczenie na własnej skórze, w jaki sposób UB-ecka intryga skutecznie wyeliminowała go na kilka lat z politycznego obiegu. Anegdota o agencie „Zapalniczka” skutecznie rozśmieszała salony III RP przez kilkanaście lat. Pomysł wypalił, skuteczność inspiracji i prowokacji była wzorcowa. Dopiero dzisiaj z przerażeniem dostrzegamy, że przypadek prof. Najdera (może też i Moczulskiego, Wałęsy, Jurczyka) jest egzemplifikacją skuteczności metod ubeckich, technologii czarnego PR (Tygodnik „Nie”) i naszej (mediów) łatwowierności i lekkości w ferowaniu wyroków i ocen.
Służba Bezpieczeństwa w latach 60 tych i 70-tych już rzadko stosowała metody z czasów stalinowskich. W swoich działaniach udoskonaliła technologię, którą pewien były wiceminister Spraw Wewnętrznych publicznie definiował w dwóch słowach: „Inspiracja i prowokacja!”. W latach 80-tych zastępy gwardyjskie generała Kiszczaka posuwały się wprawdzie dalej, ale nawet wśród SB-ków sprawę Popiełuszki określano, jako „wypadek przy pracy”. Skuteczność metod tajnej policji ilustruje przykład Gromosława Czempińskiego, który z niekłamaną satysfakcją ujawnił się jako bodaj czy nie główny inspirator powstania obecnej partii rządzącej. Rafał Matyja w TP (33/2009) ze zgrozą zauważa, że w Polsce nie podniosła się po tym żadna polityczna i medialna burza. Jakże się mogła podnieść, Panie Rafale ? To przecież dziennikarze i politycy współkreowali ten świat od początku lat 90-tych uznając, że dawna SB-ecja to bardzo pożyteczny i profesjonalny element siły naszego państwa. Natomiast agenci służb PRL-u tworzą dziś elity gospodarcze i polityczne III RP. I przekonanie to nie jest aberracją opluwanego i odsądzanego od czci i wiary, od wielu lat Antoniego Macierewicza, ale fundamentalnym faktem naszej rzeczywistości. Wieloodcinkowy serial Pana Rymanowskiego w TVN24 ma tylko ugruntować to przekonanie, ze spec agenci PRL-u to creme del a creme polskiego narodu i to w ich rękach spoczywają losy Polski a może i świata.
Polska przeszła transformację polityczną i ustrojową, ale pozostały obszary nietknięte. Tym rdzeniem państwa, które przeniesiono z PRL- u jest nadal administracja, a zwłaszcza cały kompleks instytucji związanych z MSW. PRL wykształcił metody i klasę urzędników, których nie sposób było po prostu zmienić na jakichś nowych. W NRD zmieniono tę grupe przyworzac kompetentnych ludzi z RFN. Polska nie miała po 1989 roku takie „zachodniego brata”. Pozostaliśmy, zatem z tą samą służbą, w której rządził duch korporacyjnej solidarności. Mimo, że w ciągu 20 lat powstało wiele sil wewnętrznych i odśrodkowy, które spowodowały, Że nie łatwo jest odróżnić, kto pochodzi od Millera, Kwaśniewskiego, kto jest z PO z SL a kto sympatyzuje z PIS pozostało w strukturach) rdzeniu państwa) coś co jest duchem PRL-u . To jest ta tkanka rakowa, która nadal niszczy nasze państwo. Nie znam lekarstwa na wyleczenie. Wymiana kadr odbywa się w taki sposób, że młodzi ludzie wchodząc do służb do urzędów kopiują gotowe i zastane wzorce, poprawiając je i modyfikując tylko w nieznacznym stopniu.
Urzędnicy UOP, którzy zaczynali pracę na początki lat 90-tych byli wychowywania przez starych SB-ókw. Do dzisiaj wielu z nich pełni rolę mentorów i mistrzów. Płk Lesiak to zatem tylko figura retoryczna ilustrująca chorobę polskiego państwa.
Tam gdzie nie było aktywnej obecności instytucji PRL tam się udały reformy – gospodarka, samorząd, sektor pozarządowy, media. Polska administracja i środowiska wokół MSW ciągną nasz kraj w dół. Nie wiem nawet czy reforma konstytucji coś zmieni. Te instytucje trzeba radykalnie przebudować, zabrać im maksimum kompetencji. Przekazać te kompetencje tym, którzy potrafią wykrzesać energię i pomysły zmieniające nasz kraj. Tak jak oddano samorządy działaczom lokalnym, dużą część gospodarki przedsiębiorcom a obszary aktywności obywatelskiej ludziom do tego stworzonym i powołanym.
Doskonały rozdział: „Niepodległa polityka zagraniczna III RP” – gotowy skrypt do pisania obszernego podręcznika pt., w jaki sposób nie realizować polityki zagranicznej, gdzie szukać skuteczności w międzynarodowych działaniach.
Konkluzja Najdera jest jedna. Jeżeli sami nie będziemy tworzyć agendy europejskiej) a przecież grupa naszych emigracyjnych działaczy w latach 40-tych i 500- tych była obecna przy narodzinach Unii. Jeżeli sami nie stworzymy i nie narzucimy pomysłów to znikniemy z mapy politycznej. Staniemy się zapleczem gospodarczym, nową formą czegoś, co nazywano „drugim światem”.
Dzisiaj zaczynamy wątpić, czy potrzebna nam jest jeszcze „idea jagiellońska”, czy pomysły Giedroycia-Mieroszewskiego maja jakiekolwiek znaczenie? Artykuł Sikorskiego w GW postawił nas wobec nowego pytania – czy nie przeformułować polityki zagranicznej tak, aby stała się tylko funkcją interesów gospodarczych i bieżących sojuszy w ramach UE? A przecież bez wizji dalekowzrocznej, bez katalogu wartości wcześniej czy później nasza busola się rozreguluje i zaprowadzi nas w ślepy zaułek.
Ważniejsze jednak od wyznaczania katalogu aksjologicznego jest poszukiwania narzędzi do realizacji polityki zagranicznej. Brak narzędzi i umiejętności ich kreowania jest podstawowym mankamentem polskiej polityki wschodniej i zagranicznej w ogóle.
Matyja utyskuje, że publicyści i politycy nie zareagowali na rewelacje Czempińskiego. A to przecież Jarosław Kaczyński mówił kilka lat temu o konieczności przewrócenia „zielonego stolika”. Oczywiście wyśmiano go, wyszydzono, a publicyści wolą robić filmy i pisać reportaże o cichych bohaterach PRL-u, którzy w sowim heroizmie wykradali Amerykanom technologiczne tajemnice, aby je następnie oddać Moskwie.
Towarzysz Kiszczak potrafi działać do dzisiaj korzystając z szerokiego instrumentarium ludzi i mechanizmów MSW. Nie wszyscy dzisiaj wiedza, że nadal służą temu samemu szefowi. Trochę się pozmieniało i krajobraz w tym obszarze wygląda jak układ mafijny po rozbiciu przez policję. Ktoś jest w więzieniu, ktoś zgina w strzelaninie, ktoś się wycofał z biznesu. Ale nadal wielu wiernych żołnierzy działa w branzy i potrafi jeszcze, niejeden interes wycisnąć z tych resztek władzy i wpływów, które pozostaly po wielkich nieobecnych szefach.
Książka Najdera przypomina nam jak daleko zaszliśmy od końca lat 70-tyc i jak wiele marzeń udało nam się zrealizować. Przypomina też o drugiej stronie tego procesu. Jeszcze wiele PRL-u w naszym państwie wymaga wyczyszczenia.
Polska lat międzywojennych czerpała z dorobku cywilizacyjnego trzech mocarstw. III Rzeczpospolita została zbudowana na gruzach PRL-u z materiału o bolszewicko-bizantyjskiej konstrukcji, która nie pasuje do naszego krajobrazu. Za dużo starych cegieł zużyto do tej budowy. Widać po dziurach w murze i gnijących miejscami fundamentach, które nadają się wyłącznie do wymiany.
Michałowice 2010